Filmoteka AUTOmaniaka – „Znikający punkt”

Lata siedemdziesiąte to czas niekwestionowanego triumfu amerykańskiej motoryzacji. Nie dziwi więc fakt, iż kinematografia amerykańska tamtych lat zdominowana była przez „filmy drogi” . Największą sławą spośród nich cieszył się „Znikający punkt” z 1971 roku.
Fabuła nie jest skomplikowana. Główny bohater – niejaki Kowalski (Barry Newman) zarabia na życie dostarczając auta na zamówienie. Tym razem na przewieźć sportowy wóz z Denver do San Francisco. Zakłada się, że trasę pokona w piętnaście godzin. Jak wyliczono, wynik ten byłby możliwy przy średniej prędkości 140 km/h. Łamiąc ograniczenia prędkości, odmawiając zatrzymania się do kontroli zwraca uwagę policji. Radiowozy ruszają w pościg a podróż Kowalskiego zamienia się w szaleńczy pęd ku samozagładzie.
O ile na temat Kowalskiego wiemy niewiele (imię bohatera do końca pozostanie tajemnicą), na temat jego auta wiemy wszystko. To biały Dodge Challenger R/T (Road/Track) z 1970 roku o numerze OA 5599. Jak się wydaje on właśnie był prawdziwym bohaterem „Znikającego punktu”. Ten demon prędkości dawał radę rozpędzić się do „setki” w niespełna 6 sekund! I był to bodaj najsłynniejszy muscle car w historii motoryzacji.
Moda na muscle cars narodziła się w Stanach Zjednoczonych w końcu lat sześćdziesiątych ale jej apogeum przypadło na początek lat siedemdziesiątych. Chrysler, chcąc zdobyć dominację na rynku tych wyjątkowo silnych sportowych aut, pracował nad projektem by ostatecznie wyprodukować model Plymouth Barracuda a chwilę później – Challengera. Choć oba miały tą samą płytę podłogową (u Challengera dłuższą o 10 cm) i podobny wygląd, żaden element nadwozia nie był taki sam. Challenger debiutował jesienią 1969 roku jako model roku 1970. Już na początku miał dwie wersje nadwozia – coupe i convertible. Najmocniejsza wersja wyposażona była w silnik 6.4 – litrowy o mocy 335 KM.
Nadeszły jednak ciężkie czasy kryzysu paliwowego i restrykcji dotyczących emisji spalin. Oznaczało to koniec ery mało ekonomicznych muscle cars. W sumie Dodge Challenger „żył” pięć lat. Poza „Znikającym
punktem” Dodge Challenger pojawił się jeszcze cztery lata później w filmie „Za szybcy, za wściekli” a w 1994 roku w „Urodzonych mordercach” oraz w 2007 w „Grindhouse”: „Death Proof” Quentina Tarantino. Tym ostatnim filmem złożył Tarantino hołd nurtowi kinu drogi lat siedemdziesiątych. Oprócz bezpośredniego nawiązania do „Znikającego punktu” , inspiruje takimi tytułami jak „Pojedynek na szosie” czy ”Konwój”.
„Vanishing point” to pełen widowiskowych popisów kaskaderskich film o upojeniu prędkością. To dokument fascynacji podróżą i odległością, rozległym bezkresem pustyni. Dlatego z taką chęcią wsiadamy wraz z „Kowalskim” do białego Challengera i ruszamy w podróż bez końca, bo nie istnieje żaden powód by ta podróż miała jakiś kres. Z radia dochodzi nas głos Super Soula, który w swych audycjach komentuje poczynania Kowalskiego i kreuje go na ostatniego amerykańskiego bohatera. Na naszych oczach rodzi się legenda. Pytanie tylko czyja to legenda. Czas pokazał jednak, że nie człowieka ale samochodu.
Katarzyna Wójcik
Foto: movie posters
Od redakcji : … tym razem autor przypomina czasy kiedy pojazd mechaniczny – a szczególnie tej klasy – był dla nas młodych rzeczą nieosiągalną szczególnie w scenerii owych „znikających autostrad” i malowniczych krajobrazów a dodatkowe wyobrażenia o tamtych szybkościach potęgowały wyniki jakie osiągał w tym czasie na świecie w konkurencji rajdowej z całą plejadą najlepszych nasz Sobiesław Zasada .../wmr/













