Brazylia cz. III

Od Belem do Manaus.
Jadąc ulicą przy wodzie zatrzymałem się psim swendem przed budunkiem portowym, z którego odbijają promy w głąb Amazonki. Przyciągnęły moją uwagę statki stojące przy kei. ...Więc to tam pomyślałem sobie.
...Ledwo co zamknąłem drzwi samochodu, obstąpili mnie naganiacze turystyczni. Zorientowali mnie, że prom odpływa w następnym dniu i mogę płynąć razem z samochodem. Odpowiadało mi to. ...Ale oczy zrobiły się wielkie jak usłyszałem cenę.
...Jeszcze nie było za późno, podjechałem do następnego terminalu. ...Miejsca są ale zabierają bez samochodu. ...Szybko się ściemniało i zostałem na noc w środku ogrodzenia portowego pod strażą. ...Sprawdziłem swój zasób pieniężny i doszedłem do wniosku, że jakbym nie liczył to mam za mało na przedostanie się do Manaus, do którego muszę dobić za wszelką cenę, by lądem pojechać dalej.
Następną alternatywą dobrnięcia do Wenezuelii było przedostanie się do Manaus drogą „Transamazonią” biegnącą ze wschodu na zachód. Lecz po przestudiowaniu drogowych warunków nie mogłem sobie pozwolić na morderczą podróż osobowym samochodem. Odłożyłem ten plan na przyszłość, ...może z synem Cezarkiem skuszę się na tę podróż. Byłaby na pewno większym wyzwaniem niż obecna.
Inną alternatywą jest przedostanie się promem do Macapa w stanie Amapa by dalej drogą pojechać do Guiany Francuskiej. Hamulcem wykonania tej idei jest okres deszczowy, w którym czerwono gliniasta droga jest nie przejezdna dla ruchu kołowego. Znam te warunki – ślizgające się koła podczas niewielkiego deszczu z poprzedniej wyprawy „garbusem”, kiedy jechałem na skróty z Rio. Samochód ślizgał się na boki ale nie jechał do przodu. Musiałem zrezygnować po kilku kilometrach z dalszej jazdy, prosząc przypadkowych ludzi o wypchnięcie samochodu z pobocza na nawierzchnię czerwonej drogi by w żółwim tempie wrócić na asfalt.
...Środa, 10 sierpnia, 8:00 rano
Zaparkowałem samochód przed frontem portowego budynku i wszedłem do środka spróbować załatwić
transport Amazonką do Manaus. Strażnik zapytał mnie gdzie idę, na to ja – „jestem umówiony z kapitanem promu Seniorem Tadeo”. ...To samo powtórzyłem oficerom na promie. Nieśmieli zapytać się w jakiej sprawie, powiedzieli mi, żebym poczekał z boku w środku ładowni.
Godz. 10:00. Zjawił się kapitan i ze srogą miną zaprosił mnie do pokoju biurowego. ...Cierpliwie wysłuchał mój powód zjawienia się na promie i wyksztusił, ...że niestety, nie może mi pomóc. ...Po chwili ciszy zapytał, co to za samochód, ...gdzie stoi? – Na ulicy, przed wejściem. ...Wyszliśmy w ciszy. ...To ten, ...z napisami? ...Tak. ...Poczekaj. Sięgnął po notes i zadzwonił gdzieś jeszcze (rozmawiał długo) i ...mięknął w głosie. ...Wyczułem sprawę rozwiązaną. ...Za zniżoną cenę (z zaskurniakami włącznie), bez pokwitowania ...asystował mi przy strzeżonej bramie przez żołnierzy, bym podjechał na dziko pod stojący przy kei wielki biały catamaran. ...Jeszcze nie ochłonąłem z emocji a problem zniknął. ...Tak, zniknął, ...znalazłem się na liście wśród pasażerów.
Gdy poziom wody podniósł się, wjechałem po deskach do środka i zaparkowałem pomiędzy innymi produktami, którymi zawalona była cała ładownia. Usłyszałem uwagę, żeby promu już nie opuszczać. ...Tego dnia obiad i kolacja była gratis.
Wielki prom z Belem do Manaus odchodzi tylko raz w tygodniu i pasażerów jest zawsze więcej niż miejsc. Poczułem się wyróżniony widząc siebie, jak w ulu pszczoły, pomiędzy setkami pasażerów, którzy płynęli do swoich wysp dżunglowych, do których można tylko dopłynąć. Podobnie jak do Iquitos w Peru, do którego dopłynąłem z braku lądowego połączenia z innymi miastami. ...Druga przygoda na tej samej rzece. Jedna z prądem rzeki w Peru, druga pod prąd w Brazylii. Inni pasażerowie, inne zwyczaje, inny język.
...Miałem do wyboru; wynieść materac z samochodu i spać na pasażerskim deku lub wracać na noce do „Zabawki”. Wybrałem drugi wariant. Poziom z towarami był pod okiem oficera gospodarczego i on otwierał mi drzwi kiedy potrzebowałem. Cieszył mnie ten układ bo nic nie musiałem wynosić z samochodu. Miałem miejsce ze stolikiem na posiłki i pisanie. Nikt nie wiedział na jakiej zasadzie płynę i wszyscy z obsługi byli przyjacielscy. Kilka dodatkowych słów po portugalsku umilały moją hiszpańską konwersację.
...Syrena 3X. Wszyscy stali na piętrach promu przy barierkach jak i ci na lądzie wymachując rękami, chusteczkami czy kwiatami. Wyglądało bajecznie, Brazylijki i Brazylijczycy lubią ubierać się kolorowo. Wesołości dodawała muzyka z głośników rozmieszczonych przy kei. ...Było popołudnie, prom odsunął się bezszelestnie, powolutku od portowego doku zataczając wielkie koło od wschodu by wpłynąć w jedną z odnóg amazońskiej delty. Widok portu i całego zabudowanego nabrzeża malał z minuty na minutę.
Niektórzy stali i czekali aż widok portu zniknie z oczu, inni byli zajęci zakwaterowaniem i rozmieszczeniem
swojego ekwipunku na piętrach. ...Wiszących różnej wielkości i koloru hamaków przybywało z minuty na minutę. Po godzinie większość z pasażerów odwiedziła salę barową by odprężyć się przy piwku po wyjazdowych emocjach.
Kilka dni przeleciało szybko. W dzień umilała podróż muzyka z baru, wieczorami amatorska grupek na najwyższym deku śpiewających przy akompaniamencie gitar regionalne piosenki. ...Z pasażerów zaprzyjaźniłem się ze Szwedem Hansem i Brazylijczykiem Diomarem. Pierwszy 87-letni biker na motocyklu Honda Shadows, drugi producent filmowy na Yamaha. Mieliśmy wspólny temat, ofiarowałem Diomarowi zadedykowaną przez nas dwóch swoją książkę „Raz za razem dookoła świata”, w której przedstawiłem swoje zmagania podczas okrążania globu Harleyem. Nabrali do mnie szacunku, nawet pytali mnie o porady, co do niektórych spraw.
Jak zleciały dnie?
...W upalne godziny na barowym deku korzystaliśmy z pryszniców. ...Ciekawym zwyczajem było rzucanie toreb z różnościami, przeważnie z ciuchami. W wąskich miejscach Amazonki podpływały na czułnach matki z dziećmi a czasami i same dzieci zbierając pływające prezenty, kołysające się na falach kilwateru zostawionego przez prujący katamaran z szybkością ponad 12-knotową. Wyglądało to jak po zakończeniu jazdy figurowej na lodzie, zawodnicy robili koło na tafli lodowej w celu pozbierania kwiatów rzutami z publiczności. ...Zauważyłem jak jednym dziadkiem opiekowały się małe wnuczki, obmywając mu nogi co dzień i wcierając krem. Twarz jego była spokojna, czując szacunek w rodzinie i nieosamotnienie. ...Ciekawostką dla mnie było podpływanie przez młodzież na czułnach i zaczepianie się hakami za wiszące opony z boku kadłubu. Taka jazda na dziko trwała czasami po kilka godzin. Następnie spływali z prądem do swoich przybrzeżnych wiosek. ...W ciepłe wieczory młodzież tańczyła w rytm samby na barowym deku wypijając niezliczone ilości piwa. Małe kilkuletnie dziewczynki matki ubierały w skąpe sukieneczki ucząc je ruchów w rytm brazylijskiej muzyki. Wszystko z myślą o powodzeniu w przyszłości.
...W połowie trasy kapitan zarządził dłuższy postój na zwiedzenie miasta Santarem. Wykorzystując ten czas pojechałem motor-taxi do centrum i uzupełniłem przy okazji elektroniczną korespondencję, zrobiłem dodatkowe zakupy i najadłem się w końcu do syta. ...W pewnym momencie na mijance podczas nocy zbliżyły się do siebie dwa statki płynąc przez jakiś czas razem, burta przy burcie, przy zapalonych kolorowych lampkach umieszczonych na górnym doku od dziobu do rufy. Można było wymienić kilka słów z sąsiadami statku, posłuchać muzyki. Wyglądało to na jakąś turystyczną fiestę. Wznosząc toasty po obu stronach, powoli każdy statek wrócił na swój kurs. ...Dobijając nocą do jakiegoś portu, na kolejny przeładunek towarów, w ryku syren i wystrzelonych z rakietnicy kolorowych fajerwerków przywitano nowych pasażerów. ...Udzieliłem wywiadu dla TV brazylijskiej.
Ostatni dzień. Wszyscy zaczęli się pakować, pokłady pustoszały z hamaków. Jedni już spakowani wynosili na dół swoje bagaże, inni siedzieli na nich i czekali na opuszczenie katamaranu. ...Do Manaus dobiliśmy nocą. Ci co nie mieszkali w mieście, mogli pozostać do rana. ...Wykorzystując dogodny poziom wody wyjechałem „Zabawką” i przenocowałem na portowym parkingu.
Ostatni odcinek drogi
Nie wypuścili na miasto bez opłaty portowej. Starym zwyczajem pojeździłem i pochodziłem po mieście robiąc zdjęcia. W oczy rzucił się budynek Opery-Amazonia ze swoją kopułą na dachu. Manaus - kilkuset tysięczne miasto z wielopiętrowymi budynkami ma w sobie styl życia biedoty. Ludzie stołują się w przyulicznych barach na kółkach, niektóre ulice są zamknięte na stragany. Ruch na ulicach niesamowity. Zatrzymałem się w hotelu „Kristal” by doprowadzić siebie do wyglądu po kilkudniowym pobycie na statku, gdzie wszystko było niewygodne.
Z rana wyjechałem na drogę. Do przejechania ostatnie 1000 km na ziemi brazylijskiej. Azymut – Boa Vista,
większe miasto na szlaku „BR-174” do Wenezueli. Jechało mi się z początku bez przeszkód po równym asfalcie. Tak ciągnęło się do granicy stanu z Parainą. Po kilku kilometrach droga stawała się coraz bardziej wyboista w postaci wyrw, dołów przypominających księżycowe kratery. Szybkość jazdy zmalała do piechurowej. Nakręciłem się kierownicą za wszystkie czasy z nosem na szybie, uważając by nie wpaść w wyrwę o kańciastej krawędzi. W dodatku żar z nieba i bezruch powietrza potęgował wysiłek jazdy. Jadąc pamiętałem o przecięciu drogi przez równik i wypatrywałem jakiegoś znaku z tym związanego. ...O niemal bym nie przejechał tego geograficznego miejsca. Rozglądałem się na boki. ...Zauważyłem, że po lewej stronie drogi jakiś kamień wystawał z trawy. Podjechałem. Żałosne miejsce, zaniedbane, zarośnięte, przez nikogo nie czyszczone. Skała z wmurowaną wskazówką pokazującą strony świata w postaci liter trudnych do zobaczenia wśród wysokiej wyschniętej trawy. Większość przejeżdża obojętnie nie zauważając tego ciekawego punktu na Ziemi.
Po minięciu równika zaczęła się gehenna. Dół za dołem obok dołu. Nie dałem rady wywinąć. Wpadłem w jeden. Wynik - pęknięta felga! Zmieniłem koło na zapasowe. Po godzinie jazdy złapałem następny kapeć. Nie miałem drugiego zapasu. ...Strata kilku godzin na naprawę skróciła dzień jazdy. W wiosce Equador znalazłem mały warsztat naprawczy całodobowo otwarty. Żeby być pewnym koła wzmocnłem oponę wkładając do środka dętkę. Tam też w spokoju zostałem na noc. Z rana posiliłem się w prowizorycznej restauracji, z której korzystają kierowcy ciężarowych samochodow. ...Dalsza w napięciu jazda ciągnęła się przez następne 300 km. ...Wielka ulga, kiedy pojawił się asfalt pozwalający zwiększyć nieco szybkość. Doły były płytsze i rzadziej występowały. ...Przednie zawieszenie zaczęło dawać znak o sobie przez stuki w przegubach podczas nierówności.
...Do Boa Vista dojechałem wyczerpany. Miałem to, czego nie chciałem: wymianę koła, żar z nieba, brak powietrza, wilgoć, gorąco dookoła i bez kawałka cienia. ...W zajeździe tirów odpocząłem i zrobiłem oględziny samochodu. ...Po za kołem nie zauważyłem zewnętrznych zmian. ...Spotkałem tam ciekawego 74-letniego podróżnika Waltera z Niemiec, który podróżuje samotnie od lat po Południowej Ameryce Toyotą Land Cruiser. Przy kawie z niemieckiego opakowania dowiedziałem się od niego o wielu ciekawych drogach przejezdnych nie umieszczonych w turystycznych mapach.
Ostatnie 100 km - droga z asfaltem najlepszej jakości doprowadziła do granicy. Odprawa przebiegła szybko. Opuszczając Brazylię czułem niedosyt wrażeń. Jeszcze tu wrócę, gdyż w tym największym kraju Poludniowej Ameryki zostało dużo miejsc do poznania. ...Znalazłem się pomiędzy dwiema granicami: brazylijską i wenezuelską.
Zasyłam graniczne Pozdrowienia dla wszystkich.
- Jędrek
Trochę cyferek:
Spędzonych dni w Brazylii – 42
Przejechanychw kraju – 5,359 mil (około 8,935 km)
Od wyjazdu z domu – 20,818 mil (około 34,700 km)
Z Cartageny, Kolumbia – 16,359 mil (około 27,265 km)
Wydanych na benzynę – 1550.- USD
Wywiadów: w TV – 4, radio – 3, gazetach – 3
Amazonką około 1500 km
Złapanych gum – 2
1 litr benzyny – około 1.75.- USD
W tym czasie 1.- USD = 1,55 Raias













