Warto brać przykład ... samochodem przez Szkocję

Warto brać przykład ... samochodem przez Szkocję
Krótki ale bardzo efektywny objazd samochodem części Szkocji, unaocznił mi istotne różnice i porównania między naszym krajem w sensie drogowym a co za tym bezpieczeństwem drogowym.
Mam na myśli również fakt, że w całej Wielkiej Brytanii obowiązuje ruch lewostronny a więc zasadnicza odmienność, potrzeba skupienia się na prowadzeniu, zapomnienie o przyzwyczajeniach krajowych. Jednakże jakość nawierzchni i oznakowanie dróg - co podkreślam - jest zasadniczo lepsze, a któremu chyba długo nie dorównamy. Wszystkie drogi są projektowane i budowane z myślą o bezpieczeństwie.
Przejechałem w życiu sporo różnych dróg na kilku kontynentach ale takich nawierzchni i tak oznakowanych wiele nie spotkałem. Chodzi przede wszystkim o te łączące miasta i miejscowości, bo autostrady są takie same, podobne na całym świecie, choć te ostatnie są tu bezpłatne. Sieć dróg jest dość gęsta nawet w Highlandzie, który znany jest jako obszar w Europie o najmniejszym zaludnieniu. Kraina gór i
rozległych dolin a przede wszystkim jezior jak np. Loch Lemonde. Wszędzie drogi są równe, szorstkie i przyczepne a każdy łuk, zakręt podjazd i zjazd ma odrębną nawierzchnię o innej kolorystyce i jeszcze bardziej antypoślizgową o nazwie Shel Grip. Zakręty poprzedzane są czytelnymi napisami na asfalcie SLOW i często dopuszczalną szybkością, naturalnie w milach. Ciekawą i często spotykaną nowością są znaki o tym, że policja może fotografować kontrolując szybkość z tą różnicą, że robione są dwa zdjęcia - jedno za drugim bo na jezdni są specjalnie oznaczone liniami odległości – potwierdzające w czasie faktyczną prędkość likwidując wszelakie podejrzenia nieprawdy. Muszę jednak stwierdzić, że na ogół wszyscy jadą w sposób zrównoważony, spokojny i bardzo płynny stwarzając wzajemną uprzejmość i wyrozumiałość szczególnie dla pieszych.
Sam Edynburg, stolica Szkocji po trosze przypominający nasz Kraków ze wzgórzem podobnym trochę do ateńskiego Akropolu również z kolumnami, monumentem Nelsona, z którego rozpościera się widok na Princes Gardens, zwaną przez Polaków spaloną wieżę, zamek na górze Artura, Princes Street , Hotele Ball Moral i Carlton Hilton no i dwa słynne mosty ustawione do siebie w kształcie litery V... Forth Bridges i Forth of Bridges nad zatoką Firth of Forth bo warto pamiętać, że Szkocja to kraj morski. Myślę również, że XV-wieczny kościół Chapel Rosslyn kolegiata św. Mateusza, zasługuje na uwagę i zwiedzanie. Wróćmy jednak do komunikacji miejskiej. Ulice nie są już tak równe, jak szkockie drogi. Prace renowacyjne, budowa linii tramwajowej i popularne u nas wykopki nie powodują mojego zachwytu tak, jak to miało miejsce podczas jazdy poza stolicą a nawet w wielkim Glasgow. Jednak wyrozumienie i wzajemna uprzejmość kierowców wobec siebie taka, jak w całej Szkocji.
Sądzę, że Szkocja mimo nie najlepszej tam aury jest warta naszej uwagi – tak zresztą twierdzi młoda Polonia zarobkowa, która chwali tutejsze uwarunkowania i przyjacielskość Szkotów. Wracając do pogody, to istnieje tu powiedzenie ...”jeżeli nie podoba się pogoda ... poczekaj 10 minut to zaraz się odmieni” ... rzeczywiście w czasie mojego krótkiego pobytu a było to w listopadzie br. deszcz zmieniał się na silny wiatr, za chwilę było słonecznie i ciepło a następnie mocne zachmurzenie i tak „w kółko”. Dodam tylko, że w Highlandzie wszystkie drogi oznakowane są tyczkami na wypadek sążnistego śniegu, którego podobno „na lekarstwo” ale zgodnie z zasadą „przezorny zawsze ubezpieczony”.
Na zakończenie chciałem dodać, że moją telegraficzną podróż poprzez Szkocję zawdzięczam p.p. Karolinie i Tomaszowi Pawlickim, przedstawicielom naszej młodej emigracji zarobkowej, zresztą ten ostatni jest również autorem zdjęć tej krótkiej podróży.
Wiesław Mrówczyński
Foto : Tomasz Pawlicki
21.11.2008
Galeria zdjęć:



























