Z pamiętnika podróżnika ... czyli w krainie fiordów i trolli

Z pamiętnika podróżnika ... czyli w krainie fiordów i trolli
Cz. I . Przez Szwecję do Norwegii.
Podróż do Norwegii od dawna była moim marzeniem. Zobaczyć szmaragdowe wody fiordów, małe, drewniane domki, Trondheim, Bergen, Oslo... dotrzeć na Nordkapp-najdalej na północ wysuniętego punktu Europy.
Zaczęłam uczyć się języka norweskiego, zgłębiałam wiedzę o kulturze, czytałam przewodniki-w końcu przyszedł czas na realizację marzeń! Wraz z kolegą-również pasjonatem podróży, zdecydowaliśmy się na połączenie przyjemnego z pożytecznym- praca a później wycieczka objazdowa i szukanie trolli. Pracę znaleźliśmy na stronach norweskich. W ostatnich dniach maja załadowaliśmy Przemka Skodę Fabię i promem ze Świnoujścia ruszyliśmy do Ystad. Miejsce docelowe-Storslett, znajdowało się na północy Norwegii- wybraliśmy trasę przez Szwecję, wzdłuż Zatoki Botnickiej. Oznaczenia bardzo dobre, trasa też bez zarzutu. Musieliśmy trochę pokombinować, by dotrzeć nad samą Zatokę (z trasy nie było jej widać).
Ponieważ nam się spieszyło (następnego dnia chcieliśmy już być w Storslett) zdjęcia robiliśmy z samochodu a zatrzymywaliśmy się tylko wtedy, gdy było to konieczne. Oboje mamy prawo jazdy, ale głównie to Przemek prowadził (jestem pełna podziwu dla jego wytrzymałości).
Z trasy E4 zjechaliśmy na E10 i przez Kirunę dojechaliśmy do trasy E6 w Norwegii. Koniec maja na północy Szwecji to przedwiośnie-kra na wodzie, gdzieniegdzie śnieg- im wyżej, tym krajobraz bardziej surowy. Przejście graniczne to ukryty wśród skał niewielki budynek. Bez problemu dostaliśmy się na stronę norweską.
Trasa do Norwegii to również zmierzenie się z największą zmorą kierowców, której jednak nie można odmówić uroku-renifery potrafią pojawić się znikąd- na szczęście pierwsze ostre hamowanie zakończyło się sukcesem. Trasą E6 ruszyliśmy na północ, naszego miasteczka nie było na mapie, więc ciężko było obliczyć, ile jeszcze zajmie nam podróż. Jechaliśmy już ponad 28 godzin a spaliśmy niewiele i to w aucie.
Widoki, jakie ukazały się naszym oczom odebrały nam mowę. Błękitne wody fiordów a w nich odbijające się
białe szczyty gór zapierały dech w piersiach. Droga była wąska, ale jakościowo wzorowa! By obliczyć, ile czasu zajmie nam dotarcie do punktu docelowego, zatrzymaliśmy się w punkcie informacyjnym (w każdym, nawet najmniejszym miasteczku, ale również przy trasie są tablice informacyjne). Przyspieszyć się nie dało- mnóstwo ostrych zakrętów, wąsko i radar za radarem. Do tego te urocze, małe miejscowości, które kończyły się zanim jeszcze się zaczęły, przejazdy przez tunele, wykute w skałach. Pokochałam Norwegię od pierwszego wejrzenia. Zmęczeni, po ok. 34 godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Pierwsze wrażenia? Po drodze jest bardzo mało stacji benzynowych a jeśli już gdzieś się trafią, to pojedyncze dystrybutory na kartę kredytową. Tanie paliwo jest w Nordkjosbotn, warto tam się zaopatrzyć, bo później może być problem. Poza tym niektóre zakręty mrożą krew w żyłach- prawdziwe wyzwanie dla kierowcy!
Nasza norweska przygoda stała się faktem- miasteczko, które okazało się jednym z większych na północy (kilka sklepów spożywczych, dwie siłownie, stacja benzynowa), gdzie 24 godziny na dobę było widno („białe noce”), gdzieś pomiędzy Tromsø (ok 216 km) a Altą (175 km) stało się naszym domem na dwa i pół miesiąca, ale również bazą wypadową do w/w miast, na Norkapp i do miasta Św. Mikołaja-Rowaniemi.
Kamila Sieruga
Foto: autorka
Od redakcji: ciekawa i bogata w atrakcje podróż. Czekamy na kolejną część.
Galeria zdjęć-Szwecja:



















